Głupek - Rozdział IV

Rozdział IV



Hatake wydawał się wierzyć słowom chłopca, choć Kurama miał wątpliwości, czy aby na pewno jest taki łatwowierny. Tak czy inaczej sprawiał wrażenie uspokojonego gdy sytuacja została przedstawiona inaczej niż ją zapamiętał, a rudowłosy cieszył się z tego, że Kakashi wolał wyprzeć prawdę niż się z nią mierzyć.

- Z przykrością muszę już was opuścić, moi towarzysze powinni być już blisko, a ja powinienem wywiązać się z obietnicy i poczekać na nich niedaleko wejścia. - Lis wyszedł niedługo po tym, jak upewnił się, że Kakashi’emu na pewno nic nie jest. Prawdę powiedziawszy dwójka przedstawicieli wiru już od pół godziny siedział w lesie oczekując przybycie ognistej bestii. Nie mogli wejść do wioski bez odpowiedniego dokumentu, bo mimo że zapowiedzieli się listowo nie otrzymali formalnego zaproszenia a jedynie odpowiedź, że przy bramie należy okazać dokumenty tożsamości i cel przybycia. Lis miał je wszystkie. - Dziękuje. - Mrukną gdy zostali przepuszczeni.

Zaraz po wymianie grzeczności odesłano nowo przybyłych do pobliskiego hotelu informując, że spotkanie odbędzie się dopiero jutro zważywszy na późną porę. Zdecydowanie odmówili, gdy zaproponowano im oprowadzenie po wiosce i wręcz krzykiem musieli odgonić uczynnych Anbu, starających się dogodzić ważnym gościom. Nie mieli zamiaru się tu zadamawiać, więc odesłali wszystkich którzy chcieli pomóc zaaklimatyzować się w nowym miejscu, mimo wszystko przybyli tu tylko po sojusz który i tak nie miał dla nich większego znaczenia, już raz zniszczono ich klany, drugi raz do tego nie dopuszczą nie ważne, czy będą mieli sojuszników czy też nie. Kurama, który odbył z chłopcem poważną rozmowę, zapewnił wszystkich, że będzie chronił ich wioskę nawet jeśli będzie to równało się z wybiciem wszystkich wielkich nacji, nawet jeśli ceną za ich spokój miała by być wojna.

Ognista bestia w pełni świadomości była niebezpieczniejsza niż ta w furii.

- Naruto weźmie udział w spotkaniu, prawda? - Zapytał Namikaze, choć zrobił to wyłącznie dla formalności, oczywiste było, że się stawi, w końcu od tego zależy, czy zostanie w wiosce. Gdyby odmówili podpisania porozumienia, pierwsze co zrobiłby chłopiec, to ucieczka z tego miejsca. Postanowili tak gdy po raz pierwszy zasiedli przy stole w prowizorycznej sali obrad głównego urzędu wioski wiru.

- Wystąpiły pewne komplikacje, jego kości niedawno się zrosły, ale wątpię by wypoczywał jak mu kazałem. - Był wręcz pewien, że tego nie robi, w końcu byli połączeni. Usłyszał jak Amano wciąga powietrze, blondyn nienawidził wszystkich mieszkańców Konohagakure, najpierw odebrano u kuzyna, a teraz próbowano odebrać mu nadzieję. Odebrać Naruto.

Żółty błysk Konhy, czwarty Hokage i osoba która porzuciła swoją własną rodzinę na rzecz zgrai idiotów i egoistów. Ten, którego ojca zabito, ten, który miał być głową klanu Namikaze poświęcił siebie by uratować wioskę, uratować swojego syna którego mieli okrzyknąć bohaterem… Uratować, z punku widzenia Amano to słowo tutaj nie pasowało, z perspektywy wszystkich którzy wiedzieli przez co młodszy Namikaze przechodził było to po prostu poświęcenie, było w tym więcej sensu, choć brzmiało naprawdę smutno.

Mężczyzna który chciał uratować wioskę i uczynić swojego jedynego syna jej bohaterem tak naprawdę poświęcił swoje życie oraz dziecko na rzecz obcych ludzi. Nie było w tym krzty sprawiedliwości, nie względem dziecka które musiało przechodzić przez to wszystko samo. Minato skazał go na śmierć, gdyby tylko lis nie uratował go wtedy zapewne nikt nie słyszał by o nowej wiosce wiru, a Naruto na zawsze pozostał by tylko demonem.

-Cholera, nie możemy po prostu zniszczyć tej cholernej wioski?- Czerwonowłosy włączył się do rozmowy. Och, oczywiście, że mogli by to zrobić w końcu każdy z nich miał umiejętności i doświadczenie równe kage, ale mieli też coś, czego każdy mógł, a wręcz powinien im zazdrościć… Namikaze i Uzumaki, czyż same geny ich klanów nie były wystarczającym zagrożeniem? W końcu to dlatego wszystkich ich wymordowano, dlatego, że stanowili zagrożenie samym swoim istnieniem.

Drugiej takiej szansy nie będzie, każdy kto choć słyszał o rzezi wie, że nie powinien ufać nikomu z poza swojej rodziny, a teraz ich rodzina była liczna, liczna i niebezpieczna. Ich dzieci uczyły się w końcu od dziewięcioogoniastej bestii, demona, tylko głupiec próbował by powtórzyć historię. Ale Kage z natury byli głupi i ślepi na wszytko, co mogło ich ograniczać.

- Nikt o zdrowych zmysłach nie posądziłby wioski której nie ma na mapach o coś takiego. - Kontynuował całkowicie poważnie Uzumaki, ale jedyne co dostał w zamian to karcące spojrzenie lisa.

- Naruto chce wierzyć, że w tej wiosce są osoby dla których poświęcenie jego ojca było wartę, choć sam naliczyłem ledwie cztery. - Nie zapomniał o młodej Hyuga, w końcu Hinata była jedyną rówieśniczką Naruto z którą się bawił, jeśli siedzenie razem, po cichu, można nazwać zabawą. Mimo wszystko był jej wdzięczny. - To jeszcze dziecko, choć wszyscy wiemy, że jest odpowiedzialny i uzdolniony, ale pod względem uczuć jest też naiwny i nie zamierzam odebrać mu tej resztki naiwności która w nim została.

-Jeśli nie jest zbyt mały by zabijać, nie jest za młody by pić sake. - Uzumaki nie przemyślał swoich słów, usłyszał za to ostrzegawcze warknięcie.

- Tylko spróbuj namówi go na picie, a osobiście dokonam twojej egzekucji. - Zły Kurama był idealnym odzwierciedlaniem złego Uzumaki'ego, a każdy, kto choć raz doświadczył ich gniewu i przeżył niech dziękuje za to bogom. - Powinniśmy pójść spać. - Widząc nie przekonane miny dodał: - Ci którzy zaszkodzili Naruto też już śpią.

I całkiem możliwe, że już nie zdołają wybudzić się z tego snu.

Sam Naruto nie spał, nie był nawet senny, nie mógł ponieważ jego umysł dalej działał na najwyższych obrotach. Wiedział, że Kurama nie wróci na noc, był na niego zły, choć chłopak nie wiedział dlaczego. Twierdził, że nie powiedział nic, co było by kłamstwem. Lis nie był demonem ani potworem, bo zabijał tylko by samemu przeżyć. Miał imię, myślał i czuł. Naruto za to zabijał bez większego powodu, grał w grę bez zasad którą sam stworzył i którą wygrywał za każdym razem. Jeśli umrzesz, przegrasz, i co się wtedy stanie? Przegrasz grę. A Naruto coraz bardziej chciał zasmakować porażki.

- Przeklęty futrzak.- Usiadł pod ścianą lekko uderzając w nią tyłem głowy, wizą większy zamach i uderzył raz jeszcze, zdecydowanie mocniej, bardziej boleśnie. Spojrzał na nadgarstek, zastanawiając się, co by się stało, jeśli teraz, bez większego powodu wyjmie z pieczęci katanę i zacznie ciąć wszystko, co ma pod ręką. Czasem miewał takie myśli choć nie do końca je rozumiał. Nie mógł tego zrobić, przywiązał się do tego miejsca. A jednak rozmyślał nad konsekwencjami wyjawiania wszystkich tajemnic i wyjęcie ostrza było jedyną rzeczą, jaka mogła by go odprężyć. Wziął zamach i po raz trzeci z impetem uderzył głową w ścianę, ból się nasilił a po jego policzkach spłynęły łzy. Kurama go uderzył, nakrzyczał na niego, czy po tym wszystkim dalej będzie chciał z nim przebywać? Co jeśli go zostawi? Po jego pliczku spłynęła łza, a za nią kolejna, by w pokoju zaraz potem można było usłyszeć łkanie. Znów się zamachną, ale tym razem nie poczuł bólu, a znajome obezwładniające ciepło, spojrzał na nowo przybyłego z widocznym szokiem.

- Nigdy, ale to nigdy nie myśl, że potrafiłbym cię zostawić.- Lis obiją go delikatnie, lekko przyciskając do siebie, Naruto drżał delikatnie dopóki ciepłe ręce nie obiły go bardziej stanowczo, bezpieczny ogień rozchodził się po całym jego ciele. Uśmiechną się, trwali w tym uścisku jeszcze przez chwile, w końcu Kurama puścił go, ale ku jego zaskoczeniu, chłopiec nie puścił. Zasną wtulając się w niego.

Uśmiechną się.

Niedługo potem spali, a sen był komfortowy mimo, że Kurama dalej był zbyt spięty i czujny by nazwać go wyluzowanym. Dawno nie spędzali nocy w wiosce Liścia. Nigdy nie kończyło się to dobrze.

###

Następnego dnia chłopiec stworzył klona i kazał udać mu się na spotkanie drużyny, sam, odziany w czerń z białą maską w kształcie lisa na twarzy, udał się do dwóch przedstawicieli ich klanu. Maska była zdobiona, każdy należący do sił specjalnych klanu miał taką, na masce Naruto widniał złoty napis przechodzący przez oczy i było to jedyne zdobienie na które się zdobył.

Jak się okazało, Namikaze spał jeszcze mocnym snem, za to wuj Naruto wydawał się być wręcz zbyt pełen energii, co nastolatek bez skrupułów zwalił na jego geny.

- Co jemy na śniadanie?- Czerwono włosy zapytał, a na twarzy najmłodszego pojawił się uśmiech. Ramen, nie mieli nic innego, Naruto nie był zbyt dobrze zaopatrzony, a nie widziało im się wychodzić dopóki nie było to konieczne.

Poza tym, nikt nie uznał tego za problem! W końcu jak można było narzekać na to, że jedyne co mogą zjeść to jedzenie bogów?! Kto nie lubi ramenu? No, nikt po za Kuramą, lis wręcz krzyczał, że może nawet gotować! Tyle lat mieszkał w Kushinie, widział, jak ta rezygnuje z marzeń pozwalając ojcu Naruto na zostanie kage i bierze na siebie odpowiedzialność za dom, widział, jak uczyła się gotować, jak dużo razy paliła kuchnie i gasiła ją powodując powódź w domu. Mimowolnie się uśmiechną, cieszył się, że to matkę Naruto podziwia najbardziej, znał jej historię, widział poświęcenie. A teraz zamierzał zaczerpnąć jej tajemnej wiedzy z zakresu „jak przygotować jajka na bekonie”.

-Ugotuję coś, więc ani mi się ważcie jeść go z rana!- Wszyscy zaczęli się śmieć. Kurama po raz ostatni obrzucił ich spojrzeniem. Cieszył się. To był miły poranek, jeden z wielu w których czuł, że ma rodzinę. Może akurat jej nie miał, ale… Miał Naruto, to było więcej niż wystarczająco by uczynić go szczęśliwym.


Komentarze