Głupek - Rozdział XIII

 Rozdział XIII



    Szukała go błądząc po swoim umyśle i odkrywając coraz mroczniejsze jego zakątki. Tułał się w tą i z powrotem, szukał w wspomnieniach, tych dobrych, ale i tych, o których chciałby zapomnieć. Szedł przed siebie co raz bardziej tracąc nadzieję na znalezienie dziweiecioogoniastego lisa. Miał wiele pytań, zbyt wiele by zdołał zadać je wszystkie.

    Dlaczego? - Huczało w jego głowie choć sam nie był pewien o co pytał.

    W końcu uderzył w coś, metal, sądząc po dźwięku. Otworzył oczy, zdając sobie sprawę, że to i tak nie robiło zbyt dużej różnicy. Było zbyt ciemno by mógł dostrzec w co uderzył, choć podejrzewał, że były to metalowe kraty. Była klatka Kuramy? Jeśli tak, dlaczego była zamknięta?

    I czy zawsze było tu tak ciemno?

    - Och, w końcu mnie znalazłeś. - Głos był basowy, łudząco podobny do głosu lisa, ale inny. Szorstki. - Tak, nie jestem tym Lisem którego szukasz, choć, w rzeczywistości ja i on to jedność.

    Czy czytał w jego myślach? Jeśli tak, w jaki sposób? Przysiągłby, że Kurama tego nie potrafił, choć czasem, na początku, wydawał się czytać z niego jak z otwartej księgi zdecydowanie nie mógł czytać w myślach. Blondwłosy zawsze musiał mówić myślami by ten go usłyszał.

    - Ten Głupi lis po prostu nie chciał naruszać twojej prywatności, wolał tego nie robić, choć nie dla ciebie, a dla własnej korzyści. - Nie chciał słyszeć, jak zakochujesz się w jakiejś kobiecie, nie chciał znać twoich myśli, nic chciał wiedzieć co myślisz gdy patrzysz na swoją ukochaną. — dalszą część wypowiedzi lis zachował dla siebie. - Kurama jest głupi, nie zaprzeczaj nie znasz jego myśli. - Skarcił go, a nastolatek zirytował się. - Nie, nie przestanę, zbyt zabawnie się na ciebie patrzy.

    - Jesteś inny, nie jesteś Kuramą jakiego znam. - Powiedział w końcu, nie mógł jednak dostrzec kpiącego wzroku drugiej części lisa.

    - Powiedz mi smarkaczu co dało ci prawo twierdzenia, że znasz moją dobrą stronę. - Lata, które z nim spędził, opowieści które od niego usłyszał i uczucia które do niego żywił i których nie pojmował, ale... Dlaczego Lis nie wspomniał o swojej złej części? - Bo uważał mnie za zagrożenie dla ciebie i niego, uważał, że mój wkład w waszą historie nie skończy się dobrze, a teraz... Ha, sam sprawił, że się spotkaliśmy.

    Naruto wyczuł jak jego aura się zmienia, była teraz nie tyle tajemnicza, co niebezpieczna. Ten Kurama nie sprawiał, że czuł się bezpiecznie, ale jego sposób bycia, jego glos był tak łudząco podobny, że jedyne co chciał zrobić to wpaść na niego i płakać. Wyć, jak zawsze to robił gdy w końcu, po małej kłótni, godzili się.

    Tyle, że to nie była mała kłótnia. 

    To było zdarzenie, rzecz którą Lis zrobił i którą ktoś zrobił przed nim.

    To było też trwające lata kłamstwo które nie dawało mu spać.

  Mimo wszystko dalej stał wpatrując się w czarną pustkę. Chciał ujrzeć rozmówce, a jednocześnie obawiał się go. Musiał istnieć powód dla którego dziewięcioogoniasty nie chciał dopuścić do ich spotkania.

    - Powód jest bardzo prosty. - Oświadczył lis rzeczowo bo czym roześmiał się z trochę zbyt słyszalnym politowaniem. Prawdopodobnie stwierdzając, że syn Namikaze jest głupszy niż początkowo zakładał. - Jestem jego złą połówką, kimś, kto może zniszczyć wszystko na co pracował. Nie jestem jak on, nie będę na każde twoje skinienie, nie będę poświęcał siebie byś był szczęśliwy. - Jego roześmiany głos przeszedł w warkot irytacji. - Wiesz co złego jest w Kuramie którego "znasz"?

    - Co takiego? - Silił się na spokojny ton, choć w środku chciał jak najszybciej opuścić to miejsce. Czuł, że nie jest tu bezpieczny. Obawiał się tego co miał za chwile usłyszeć.

    - Moja druga część woli ranić siebie, niż innych. Była zdolna przełamać swoją blokadę przed zabijaniem tylko po to, byś był bezpieczny. Nagiął swoje wszystkie zasady tylko po to, byś był zadowolony. Zdołał powstrzymać instynkt widząc twoje łzy, twój strach. Biorąc wszytko do siebie, niosąc na swoich barkach odpowiedzialność, twój i swój ból, poczucie winy za śmierć niewinnych osób i twojej matki. On niszczył siebie być był szczęśliwy, a ty... A ty raniłeś go jeszcze bardziej! Wmówiłeś, że nie jest potworem i zasiałeś w nim ziarno niepewności mówiąc, że ty nim jesteś. Nigdy nie będziesz go godny, nigdy nie zdołasz naprawić tego co zepsułeś. - Czuł jak traci kontrole nad swoim ciałem, czuł jak druga część lisa przejmuje nad nim kontrole. - Jesteś tylko nic nie wartym człowiekiem, nie masz prawa nazywać się potworem, ani niczym, co ma większą wartość niż ty. Kurama był idiotą, ale już go nie ma, a ja nie mam zamiaru pomagać ci w niczym.

    Został wyrzucony, wyrzucony z własnego umysłu.

###

    Lis irytował się jeszcze przez chwile tracąc nad sobą panowanie. Ten bachor naprawdę nie zdawał sobie sprawy ze swojego szczęścia. Pamiętał czasy w których żyli na wolności po śmierci staruszka, to zawsze On musiał zabijać by przetrwać, bo jego dobra strona cierpiała ilekroć z jego powodu giną człowiek, nie było mowy by mógł zabić kogokolwiek a teraz pojawił się ten bachor, osoba, dla której jego "lepsza" część była gotowa oddać życie, osoba, dla której był w stenie złamać wszelkie zakazy. 

    -  Nie ręczę za to, co mogę wyjawić, ale postaram się zapobiec jego śmierci w najbliższym czasie. - Powiedział w przestrzeń składając jednocześnie obietnice której nie zamierzał złamać. 

###

    Wszyscy chodzili jak na szpilkach, byli pewni, że Gatō za niedługo zaatakuje. To była jedynie kwestia czasu, a im dłużej przeciwnik zwlekał tym bardziej stresowała się drużyna siódma. Dzieci nie powinny brać udziału w takiej walce, jak by na to nie spojrzeć, były to tylko dzieci. 

    - Kakashi-sensei! - Krzyk Sakury przeprawił szarowłosego o dreszcze. Jedyna dziewczyna w drużynie była co najmniej zbyt rozdarta i hałaśliwa. - Naruto znów próbuje iść ćwiczyć!!!

    To nie tak, że od kilku dni był całkiem zdrowy, a syn białego kła uparł się, że ma pozostać w łóżku i odpoczywać. Nie, wcale. I to nie Hatake postawił na straży do pokoju niebieskookiego blondyna przejmującą się zdrowiem przyjaciela Haruno. Nie, to nie był on. 

    - Naruto, powinieneś jeszcze odpoczywać. - Skarcił go nie odrywając oczu od książki, Naruto westchną ociężale i wrócił do pokoju krzycząc, że jeszcze się nie poddał i to nie koniec. Wszyscy wiedzieli, że Naruto robi to, by rozładować napiętą atmosfer. Ucieka, wraca, walczy i krzyczy tylko po to, by poprawić im samopoczucie, tak przynajmniej sądził Hatake. W tym czasie Naruto jednak ćwiczył swoją role, robił to, by nie myśleć o tym, że koszmar przez który nie mógł spać był rzeczywistością oraz Kuramie, a raczej drugiej jego połowie, której klatka została naruszona przez to, że w nią wpadł.

    Tak, do uwolnienie Kyubi’ego potrzebował kilku miesięcy, świątyni, kapłanów i przynajmniej godziny agonii, a do naruszenia więzienia drugiego z lisów potrzebował jedynie swojej nieuwagi.

    Świetnie.

    Lis swobodnie mógł teraz siedzieć mu na głowie, przejmować władzę nad ciałem i mącić, mącił dużo, ogólnie mówił dużo więcej niż wiecznie śpiący lis. To było jednocześnie dobre, odwracało uwagę od wszystkiego innego, ale było też irytujące z tego samego powodu. Naruto nie umiał myśleć o złych rzeczach, ale nie potrafił też myśleć o tych dobrych czy chociażby potrzebnych.

    Zjedzenie posiłku nigdy nie stanowiło takiego wyzwania. 

    - Chcesz wiedzieć, co stało się podczas naszej pierwszej rui? - Zapytał Lis zaraz po tym gdy znaleźli się na nowo w jego pokoju. Zagłuszając tym samym myśli o treningu który musiał dzisiaj odbyć chłopiec. To pytanie było dziwne, w końcu oboje wiedzieli, że Kurama opowiadał mu już co się stało w tym dniu. - Naprawdę jesteś idiotą. Pytam, czy chcesz wiedzieć co tak     n a p r a w d e  stało się podczas pierwszej rui.

    - Tak – Wahał się stosunkowo krótko i odpowiedział trochę zbyt niepewnie. Mimo wszystko wcale nie musiał odpowiadać. Lis wiedział doskonale o czym myślał. 

    - A więc… To była straszna gorączka. Nasze ciało było osłabione, a nasze rodzeństwo wariowało starają się do niego dostać. Dalej pamiętam, jak zdesperowani byli! Och, gdybyś widział ich miny… wyglądali prawie tak dobrze jak ty. - Naruto nie umknęło, że lis stwierdził, że wyglądał w tamtej sytuacji dobrze, ale akurat tej myśli lis nie zaczepił. - Tylko starszy mężczyzna siedział spokojnie patrząc jak potrzebujący jesteśmy. Zrobiliśmy wtedy strasznie kompromitującą rzecz, ale nigdy nie wróciliśmy do tego tematu. Dzięki mędrcowi, naprawdę, byłem zbyt zawstydzony by po tym chociażby na niego spojrzeć, a co dopiero porozmawiać. - Krótki chichot opuścił jego usta.Staruszek westchną, doskonale wiedział, że nie może pozostawić nas w tym stanie. Zawołał więc do siebie swojego młodszego syna i jak się spodziewał, reagował on na nasza rządzę. Był od nas słabszy, co było zrozumiałe, bo był jeszcze młody, a my, cóż, byliśmy najsilniejszymi z naszego rodzeństwa. Staruszek westchnął po raz kolejny tym razem na swój szalony pomysł, wydawało się to bowiem najlepszym rozwiązaniem. „-Powierzam go tobie. -” Dalej pamiętam, jak błogo się czuliśmy na te słowa. Zostaliśmy sami, przez chwilę obserwowaliśmy siebie w milczeniu robiąc małe kroki w swoją stronę, aż w końcu nasze ciała się zetknęły i...

    - Stop!- Wykrzyczał na głos błagalnym i zranionym głosem. - J-ja naprawdę nie chcę wiedzieć co było dalej. 

    Nie wiedział, czy był bardziej zawstydzony czy zrozpaczony. Coś kuło go w środku. Czy to dlatego, że lis go okłamał? To nie był by pierwszy raz, to nigdy nie bolało tak bardzo. Druga część lisa, która nadała sobie przezwisko "Kuruś" uśmiechnęła się do niego.

    - Obydwoje jesteście głupcami.- Tą myśl "Kruś" zachowała dla siebie. Tak samo jak fakt, że był większym kłamcą niż swoja druga połowa.

Komentarze